czwartek, 1 września 2016

PIXIE COSMETICS - Immediate Beauty Powder - Puder rozświetlająco-modelujący Moon Kissed Beauty oraz Sun Kissed Beauty

Pixie Cosmetics nie poprzestaje na laurach, po cudownych różach My Secret Mineral Rouge  wypuściło kolejne nowości: pudry rozświetlająco-modelujące Immediate Beauty Powder w dwóch odcieniach Moon Kissed Beauty oraz Sun Kissed Beauty.


 " Światło i cień to synonimy magii, którą zmieniamy kształt twarzy, ust, nosa, oczu. Immediate Beauty Powder gra w tym spektaklu główną rolę. Jest to luksusowy puder o niesamowicie lekkiej, wtapiającej się w skórę konsystencji, zawierający unikalne, wielowarstwowe pigmenty optyczne oraz biały szafir, które nadają wielowymiarowości twarzy i cudownie ją modelują, zapewniając subtelny efekt gry światła. Nałożony na twarz, podkreśla delikatnie kontury, optycznie wyszczupla – makijaż przestaje wyglądać płasko. Kosmetyk ten znakomicie odświeża, ożywia spojrzenie, natychmiast przywraca blask szarej, zmęczonej cerze i sprawia, że twarz wygląda naprawdę pięknie (efekt „immediate beauty”)."



Pudry zamknięte są w plastikowych słoiczkach z zasuwanym sitkiem. Identyczne opakowanie jakie mamy w podkładach czy pudrach Pixie Cosmetics. Bardzo je lubię, pomijając juz praktyczne opakowanie (dobrze trzymająca zasuwka sitka, z której nigdy nic nie wylatuje) to podoba mi się to, że nawet zużywając 1,5 roku kosmetyk nic się nie niszczy. Nawet logo wytrzymuje moje wieczne wycieranie i dezynfekowanie wieczka. Niby to nic wielkiego i liczy się środek, ale lubię mieć opakowania zadbane i wyglądające jak nowe nawet, gdy kończę dany produkt. A jak wiadomo kosmetyki mineralne są niesamowicie wydajne.



Skład pudrów mamy w pełni naturalny, mineralny. Mamy tu tradycyjną już mikę, czy krzemionkę, ale także pielęgnujący olejek marula czy uwodornioną lecytynę, która wygładza skórę i zmniejsza widoczność zmarszczek. Nie zabrakło także złota.


Moon Kissed Beauty  to puder w kolorze bardzo jasnego beżu. Nie jest to typowy rozświetlacz, nie znajdziemy w nim żadnych drobin brokatu. Idealnie nadaje się do nałożenia na całą twarz bądź na poszczególne partie twarzy, które chcemy rozświetlić.
Używam go właśnie na te dwa sposoby.  
Nałożony na całą twarz nadaje piękny efekt naturalnego rozświetlenia twarzy. Wystarczy już mikroskopijna ilość pudru. Cera od razu nabiera promiennego, młodzieńczego blasku.  Wszelkie niedoskonałości cery, zmarszczki, czy drobne blizny stają się mniej lub wcale niewidoczne. Puder pięknie odbija światło tam, gdzie trzeba. Jednak efekt jest naturalny, bez efektu bombki czy tafli lodu, o to nie ma co się martwić, ani na to liczyć.
Efekt jest delikatny, idealny do codziennych makijaży.
Dodatkowo jeśli chcemy podkreślić poszczególne partie twarzy wystarczy dodatkowa warstwa np. na kości policzkowe czy łuk kupidyna. Wszędzie tam, gdzie chcecie nadać twarzy efektu wielowymiarowości.
Ubóstwiam go za tą wszechstronność zastosowań.

Dodatkowo zauważyłam, że pięknie utrwala makijaż. Zapewne to sprawka krzemionki, którą doceniam zawsze za niesamowite działanie matujące na cerę. A mam mieszaną i naprawdę ciężką do okiełznania, szczególnie latem.

Używam go codziennie od kilku tygodni i z każdym dniem uwielbiam coraz bardziej.
Nie bez powodu porównują go do 'meteorytów' Guerlain. Jednak tutaj oprócz podobnego efektu mamy dużo przyjemniejszy skład, nie do przebicia :)

Sun Kissed Beauty to puder w ciepłym odcieniu brązu. Idealnie sprawdza się do ocieplania i delikatnego konturowania twarzy. Ciemniejsze karnacje mogą używać go tak jak ja puder Moon, czyli na całą twarz.
Ja go stosuję jako bronzer i świetnie się w tej roli sprawdza.
Odcień nie jest bardzo ciemny, ani też za jasny. Bardzo uniwersalny, dzięki czemu mogą go używać posiadaczki różnych karnacji.
Ciepły odcień brązu, jednak nie znajdziemy w nim tonów pomarańczowych czy ceglastych.
Ładnie podkreśla opaleniznę. Jednak lato się kończy i z pewnością przez całą jesień i zimę będę ocieplała, 'opalała' nim twarz.
Z moją bardzo jasną cerą, bez bronzera czy takich pudrów jak Sun Kissed Beauty nie wyglądam dobrze. Bardzo blada cera oliwkowo-goldenowa, bez rumieńców wygląda po prostu niezdrowo, żeby nie pisać 'trupio' ;) 
Bez tego typu kosmetyku nie wyobrażam sobie makijażu. 

Poniżej swatche, na pierwszym zdjęciu w cieniu, na drugim w słońcu:

w słońcu


Aplikacja pudrów nie sprawia problemów.  Mają kremową konsystencję, choć niestety odrobinkę pylą. Najlepiej je aplikować syntetycznymi pędzlami, wtedy użycie ich to czysta przyjemność.
Napigmentowane są bardzo dobrze. Jednak nikt nie wyrządzi sobie nimi krzywdy. Pięknie się rozcierają, nie tworząc plam ani smug.

Trwałość jest przegenialna. Znowu to powtórzę, ale na pewno duża zasługa tu mojej ulubionej krzemionki, która utrwala makijaż. Od rana aż do wieczornego makijażu pudry spełniają swoje rozświetlająco-modelujące role.

Wydajność jak zawsze przy mineralnych kosmetykach bardzo, ale to bardzo dobra.


Pudry dostępne są między innymi na stronie producenta PixieCosmetics.pl
Pełnowymiarowe opakowanie kosztuje 86 zł (6,5 g), próbka 3,90 zł (1 ml).

Uwielbiam zarówno Moon jak i Sun Kissed, idealnie się sprawdzają do codziennych makijaży. Efekt jaki chcemy osiągnąć można spokojnie stopniować. Z tymi minerałami naprawdę ciężko przesadzić. I za to szczególnie je cenię. Docenią go także osoby początkujące w makijażu.

Miałyście do czynienia już z nowymi pudrami od Pixie Cosmetics?

11 komentarzy:

  1. Ale świetnie się prezentują oba! Ostatnio jestem bardziej SunKissed, co zdarza mi się niezmiernie rzadko. Zwykle bardziej Moon... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pudry są prześliczne! Swoją drogą, czy firma ma w swojej ofercie także podkłady mineralne? Ostatnio szukam czegoś nowego i dobrego :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że mają i to świetne:
      http://kolorowoipachnaco.blogspot.com/2014/11/pixie-cosmetics-podkad-mineralny-amazon.html

      Usuń
  3. piękne, kocham kosmetyki mineralne, choć jest to świeża miłość chciałabym kiedyś poznać produkty Pixie Cosmetics

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten jaśniejszy prezentuje się rewelacyjnie. Zdecydowanie zwrócił moją uwagę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowne są ! Prędzej czy później będą moje <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Oba sa piękne :) kurczę mam wrażenie, ze wszystko co od nich wychodzi to strzał w 10 :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Na razie zachwycił mnie tylko korektor Pixie Cosmetics i dlatego od razu zaciekawił mnie Twój wpis. Sama wciąż wolę używać pudrów prasowanych (ze względu na wygodę – słabo sobie radzę z sypańcami, które po otwarciu robią mi w sypialni mgły Avalonu ;)), ale niestety, nie raz się przekonałam, że pudry sypane z jakiegoś powodu oferują lepszą jakość, szczególnie w temacie matu, który również jest mi bliski. Dobrze, że opakowanie tych z Pixie jest takie przyjemne. Może jakoś dałabym sobie z nimi radę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam dwie próbeczki pixie z beGlossy - różu i pudru. Są genialne! Jak je wykończę (czyli pewnie za rok :D) poważnie się zastanowię nad kupieniem pełnego różu :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak one pięknie wyglądają na skórze!!!Cud

    OdpowiedzUsuń

Za każdy komentarz dziękuję! :)
Proszę o nie wklejanie linków do swoich blogów, komentarze z nimi nie zostaną opublikowane. To nie miejsce na reklamę.